Konflikty i kompromisy w nie zatrudnianiu palaczy

Używanie tytoniu jest odpowiedzialne za około 440 000 zgonów w Stanach Zjednoczonych każdego roku – o jedną śmierć na pięć. Liczba ta jest większa niż roczna liczba zgonów spowodowanych zakażeniem wirusem HIV, nielegalnym zażywaniem narkotyków, spożywaniem alkoholu, urazami pojazdów mechanicznych, samobójstwami i morderstw łącznie1 i więcej niż liczba amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli podczas II wojny światowej. Niewielka, ale coraz większa liczba pracodawców – w tym systemy opieki zdrowotnej, takie jak Cleveland Clinic, Geisinger, Baylor i University of Pennsylvania Health System – ustanowiły politykę nie zatrudniania już użytkowników tytoniu. Ci pracodawcy mogą usprawiedliwiać taką politykę zatrudniania na wiele sposobów – argumentując, na przykład, że sprzeciwiają się nawykowi powodującemu śmierć i niepełnosprawność, że wysyłają ważną wiadomość do młodych ludzi i innych osób w ich społecznościach na temat szkodzi paleniu tytoniu lub zmniejsza ich przyszłe koszty, biorąc pod uwagę, że palacze przeciętnie kosztują pracodawców kilka tysięcy dolarów każdego roku niż osoby niepalące w wydatkach na opiekę zdrowotną i straconej wydajności.
Te polityki budzą kontrowersje i uznajemy, że ryzykują tworzenie lub utrwalanie niesprawiedliwości. Jeden zestaw obaw wynika z faktu, że używanie tytoniu jest bardziej skoncentrowane w grupach o niższym statusie społeczno-ekonomicznym. Szpitale radzą sobie lepiej niż większość instytucji w tworzeniu możliwości zatrudnienia i rozwoju dla osób w niekorzystnej sytuacji. Tak więc, mimo że większość członków niższych grup społeczno-ekonomicznych nie używa tytoniu i chociaż polityka antynikotynowa nie ma na celu zmniejszenia miejsc pracy dla tych populacji, prawdopodobnie zrobią to nieumyślnie, przynajmniej w pewnym stopniu.
Polityka ta może jednak również ratować życie, bezpośrednio i poprzez ich potencjalny wpływ na normy społeczne, a te same upośledzone populacje są najbardziej zagrożone szkodami wynikającymi z palenia tytoniu i wynikającymi z nich różnicami w zdrowiu. Wielu Amerykanów uważa to za całkowicie dopuszczalne, że większość miejsc pracy jest wolna od dymu tytoniowego, a palenie jest zabronione w wielu barach i restauracjach. Przypomina nam się, jak daleko doszliśmy w naszej tolerancji ograniczania tej działalności tylko w przypadku wizyt w innych krajach, gdzie palenie w miejscach publicznych jest znacznie mniej ograniczone, lub gdy przypominamy czasy, w których samoloty miały palące sekcje – pojęcie, które dzisiaj wydaje się absurdalne.
Oczywiście, wiele restrykcyjnych polityk, które teraz przyjmujemy za pewnik, było uzasadnionych nie ich wpływem na palaczy, ale także szkodą wyrządzoną osobom niepalącym przez bierne palenie. Polityka ta zwiększyła również piętno przeciwko paleniu tytoniu, więc chociaż toczy się debata na temat tego, czy piętno może być wykorzystywane jako narzędzie na dobre, 2 ostatecznie polityka ta prawie na pewno przyczyniła się do zmniejszenia częstości palenia, a nie tylko ograniczenia tam, gdzie ma miejsce. Na przykład Klinika w Cleveland przeniosła się do pozbawionego dymu kampusu w 2005 r. I przestała zatrudniać palaczy w 2007 r. Podobno wskaźniki palenia zmniejszyły się w hrabstwie Cuyahoga (gdzie mieści się klinika w Cleveland) z 20,7% w 2005 r. Do 15% w 2009 r., ogólna stawka w państwie spadła tylko z 22,4% do 20,3% .3
Podobnie polityka przeciwko zatrudnianiu palaczy przesuwa debatę od pytania, gdzie palimy, do tego, czy ktoś pali
[patrz też: wyposażenie stajni, pirymetamina, ambrisentan ]

Tags: , ,

Comments are closed.

Powiązane tematy z artykułem: ambrisentan pirymetamina wyposażenie stajni